Na pierwszy rzut oka pytanie brzmi prowokacyjnie. Chiny powszechnie uchodzą za jedną z najbardziej zaawansowanych technologicznie gospodarek świata. To kraj, który buduje własne superkomputery, rozwija sztuczną inteligencję, dominuje w 5G i produkuje większość światowej elektroniki. W takim otoczeniu mogłoby się wydawać, że polskie firmy IT nie mają czego szukać. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej złożona, a odpowiedź — paradoksalnie — korzystna dla Polski.
Aby zrozumieć tę dynamikę, trzeba zacząć od fundamentalnej różnicy między „technologiczną potęgą” a „rzeczywistym popytem na usługi IT”. Chiny są globalnym liderem w hardware i masowej inżynierii, ale jednocześnie jednym z największych importerów zaawansowanych usług IT, integracji systemowych i projektów software’owych. To efekt strukturalny. Chińskie firmy potrafią budować produkty na skalę globalną, ale skala ta tworzy złożoność, której nie są w stanie obsłużyć wyłącznie lokalnymi zasobami.
Według danych China Software Industry Association import usług IT rośnie w tempie przekraczającym 12 procent rocznie. Popyt dotyczy integracji systemów ERP i CRM, automatyzacji procesów, modernizacji infrastruktury, implementacji europejskich standardów bezpieczeństwa, a także budowy narzędzi AI na potrzeby przedsiębiorstw. Właśnie w tych obszarach polskie firmy mają naturalną przewagę. Ich kompetencje w tworzeniu oprogramowania klasy korporacyjnej, integracjach systemowych, cyberbezpieczeństwie i architekturze danych są dobrze znane w Europie, ale w Chinach mają dodatkową wartość: konieczność adaptacji do standardów zachodnich, które wiele chińskich firm musi spełnić, aby działać globalnie.
Największa luka kompetencyjna w Chinach nie dotyczy innowacji na poziomie B2C, lecz technologii operacyjnych B2B. Chiński rynek wewnętrzny jest pełen aplikacji konsumenckich, martechu i fintechu, jednak modernizacja przemysłu, logistyki, e-commerce i zarządzania łańcuchami dostaw wymaga integracji z systemami używanymi w Europie i USA. To obszar, w którym europejscy, a w szczególności polscy specjaliści są bardziej doświadczeni. Chińskie firmy handlujące z Europą potrzebują partnerów, którzy rozumieją oba światy technologiczne: europejskie standardy zgodności i chińskie tempo operacyjne.
Warto zwrócić uwagę, że większość projektów IT w Chinach zaczyna się w skali „małego pilotażu”, a nie wieloletniej umowy. To daje przewagę małym i średnim firmom IT z Polski. Chiński klient chętnie testuje dostawcę w niewielkim projekcie integracyjnym, migracji danych lub wdrożeniu automatyzacji. Dopiero po udanym pilotażu rozszerza współpracę na większy zakres. Jest to model idealnie dopasowany do elastyczności polskiego sektora IT, który nie operuje tak ciężkimi strukturami jak korporacje amerykańskie czy niemieckie.
Kolejnym elementem jest cyberbezpieczeństwo. Chińskie przedsiębiorstwa, chcąc wejść na rynki zachodnie, muszą spełnić normy zgodności, których lokalni dostawcy nie zawsze są w stanie wdrożyć. Polskie firmy — z doświadczeniem w projektach europejskich, bankowych i rządowych — mogą oferować kompetencje, które są deficytowe nawet w Chinach. Z tego powodu rośnie popyt na audyty bezpieczeństwa, testy penetracyjne, doradztwo architektoniczne i zgodność z normami europejskimi.
Wbrew pozorom bariery wejścia nie są tak wysokie, jak mogłoby się wydawać. Główną barierą nie jest technologia, lecz komunikacja. Chińska firma nie znajdzie polskiego dostawcy, jeśli ten nie istnieje w chińskim Internecie. Nasza platforma XIJINMENHU (西进门户) pomoże Ci zaistnieć w chińskim Internecie.
Najciekawszym czynnikiem, o którym rzadko się mówi, jest rosnąca presja chińskich firm na współpracę z zagranicznymi dostawcami, którzy mogą zapewnić niezależność technologiczną od wewnętrznych gigantów takich jak Alibaba Cloud, Tencent czy Huawei. Dla wielu firm rozwiązania lokalne stały się zbyt monolityczne, a elastyczne podejście europejskich software house’ów jest postrzegane jako przewaga.
Polskie firmy IT mają więc w Chinach szanse nie dlatego, że są największe, ale dlatego, że są kompetentne tam, gdzie chiński rynek ma największe braki. W obszarach integracji systemów, automatyzacji procesów, cyberbezpieczeństwa, wdrożeń korporacyjnych i technologii wspierających eksport europejskie firmy są nie tyle konkurencją, ile uzupełnieniem lokalnego rynku.
Rynek chiński jest wymagający, szybki i pełen niuansów kulturowych. Ale nie jest zamknięty. Premiuje tych, którzy potrafią rozwiązać konkretne problemy technologiczne, a nie tych, którzy mają największy budżet reklamowy. Polskie firmy, przy odpowiednim pozycjonowaniu i widoczności, mogą zdobyć w Chinach znacznie silniejszą pozycję, niż wynikałoby to z intuicyjnych założeń. Chiny są technologiczną potęgą. Ale to właśnie dlatego potrzebują partnerów, którzy potrafią obsłużyć złożoność, której potęga sama nie rozwiązuje.
