Chiński wyścig po “pozycję zero” w wynikach wyszukiwania
„Gdy 18 procent zapytań nie prowadzi już poza stronę wyników,” — mówił latem zeszłego roku Robin Li do inwestorów — „ekonomia internetu się zmienia.” Ogłaszał właśnie, że inteligentne odpowiedzi Baidu rozstrzygają dziś niemal jedną piątą wszystkich wyszukiwań — około 800 milionów dziennie — bez konieczności opuszczania ekosystemu Baidu . W ciągu dziewięciu miesięcy ten udział jeszcze wzrósł, a skutki odczuwają redakcje, wydawcy i chińskie sądy.

Szybsza transformacja niż na Zachodzie
Google potrzebowało niemal dekady, by przekonać użytkowników do przejścia od dziesięciu niebieskich linków do boksów z odpowiedziami. Baidu zrobiło to samo w niecałe dwa lata, wspierając się własnym modelem językowym Ernie Bot, który w grudniu 2024 obsługiwał 1,65 miliarda interakcji dziennie — jeszcze w sierpniu było to 600 milionów . Alibaba zintegrowała swojego Qwen 3 z wyszukiwarką Taobao; hybrydowy model przełącza się między trybem „Myślącym” a „Nie‑myślącym”, co pozwala klientom np. poprosić o napisanie wiersza na urodziny i od razu kupić sugerowane prezenty .
Wszystko to napędzają nowi gracze. W styczniu DeepSeek otworzył dostęp do modelu na poziomie GPT‑4, którego koszt treningu nie przekroczył 6 milionów dolarów — wywołując wojnę cenową, która w jeden dzień wyparowała miliardy z wycen producentów chipów . Przekaz dla gigantów: róbcie AI taniej, bo inaczej zrobią to za was inni.
Nowi strażnicy dostępu
Dla wydawców bilans wygląda brutalnie. Wewnętrzna sieć syndykacji Baijiahao skupia już treści od 2,6 miliona partnerów . Jeśli artykuł trafia do Smart Answer — klik może w ogóle nie wyjść poza Baidu. Jeśli nie — ginie pod coraz dłuższym boksem z odpowiedzią AI. Teraz dokłada się do tego ByteDance: testowa funkcja “AI Search” w Douyin generuje odpowiedzi na bazie krótkich filmów i otwartego internetu — prosto w najpopularniejszej chińskiej aplikacji . Marki, które kiedyś żyły z SEO w Baidu, zastanawiają się dziś, czy nie muszą opanować drugiego — wideo‑algorytmu — by pozostać widocznymi.
Platformy przy okazji zamykają dane. W sierpniu Baidu po cichu zmieniło plik robots.txt Baike, blokując Google i Binga przed indeksowaniem 30‑milionowej encyklopedii . Odcinając konkurencję od chińskojęzycznych zasobów, Baidu wzmacnia swoją przewagę w wyścigu o dominację w odpowiedziach.
Chińska wersja “przyciągnij lub pozywaj”
Na Zachodzie reakcją na spadający ruch są pozwy i negocjacje o podział przychodów. W Chinach nie ma zbiorowych licencji dla wydawców — lokalne redakcje mają wybór: dogadać się z Baijiahao czy Douyin, agresywnie pay‑wallować i liczyć, że ktoś kliknie, albo pozwać… ryzykując, że sąd — jak w Kalifornii — stanie po stronie „dozwolonego użytku” AI.
Regulacje? Jeszcze bardziej interwencjonistyczne:
- Tymczasowe zasady dot. generatywnej AI — obowiązujące od 15 sierpnia 2023 — wymagają audytów bezpieczeństwa i filtrów treści politycznych dla każdego publicznego modelu .
- Projekt przepisów o oznaczaniu treści (wrzesień 2024, finalizacja marzec 2025) — od 1 września wszystkie teksty, obrazy i dźwięki wygenerowane przez AI muszą być wyraźnie oznaczone, zarówno na widoku, jak i w metadanych .
- Komitet Standaryzacyjny AI — od grudnia 2024 — z udziałem Baidu, Alibaby i Uniwersytetu Pekińskiego, ma pisać techniczne normy dla branży .
Sąd stawia granice
Chińskie sądy szybciej niż zachodnie zaczęły wyznaczać ramy własności intelektualnej w erze AI.
- We wrześniu 2024, w sprawie “Ultraman” z Hangzhou, sąd uznał platformę AI za współodpowiedzialną za naruszenie praw autorskich, gdy użytkownicy generowali nielegalne obrazy superbohatera .
- W maju tego roku sąd w Jiangsu odmówił ochrony prawnej grafikom wygenerowanym przez AI, uznając, że „wkład człowieka był zbyt mały” — pierwsze takie orzeczenie w Chinach .
Wnioski? Platformy muszą pilnować treści generowanych przez użytkowników, a osoby liczące na prawa do „czystej” produkcji AI nie mają na czym budować.
Umowa o otwartym internecie pęka
Przez dwie dekady chiński internet działał według znanego układu: wydawcy dostarczali treści, wyszukiwarki — ruch. Answer engines ten układ łamią. Wydawcy widzą dziś trzy złe opcje: wejść w podział przychodów z Baijiahao lub Douyin, postawić na agresywne paywalle i liczyć na kliknięcia, albo pozywać — i ryzykować, że sądy, jak w USA, uznają AI za uprawnionego użytkownika treści.
Robin Li twierdzi, że to wszystko w interesie użytkownika, bo daje „mądrzejsze odpowiedzi, szybciej”. Może i tak. Ale w miarę jak AI pochłania kolejne zapytania, pojawia się ryzyko, że chiński, niegdyś chaotyczny i otwarty internet skurczy się do kilku moderowanych, zintegrowanych super‑platform.
Na Zachodzie się tego obawiają. Pekin… pisze do tego instrukcję obsługi.
